|
Żródła:
Witryna na którą właśnie trafiłeś powstała głównie z myślą o kolekcjonerach wszelakich informacji dotyczących muzyki rockowej,a właściwie jej wykonawców.Stąd skupienie się na osiągnięciach poszczególnych artystów na listach przebojów,UK Top 40 i amerykańskiej "Billboard" .Tu znajdziesz aktualny indeks wykonawców.
Często oprócz zestawień singli i albumów danego wykonawcy dołączona jest notka biograficzna .Kryterium doboru to głównie ranking wszechczasów na poszczególnych listach przebojów.Warte zaznaczenia jest to ,że zestawienia te obejmują tylko oficjalne listy przebojów singlowych i albumów w W.Brytanii i Stanach Zjednoczonych.
Żródła biografii oprócz własnych opracowań, to najczęściej publikacje polskie:
*Encyklopedia muzyki popularnej-Rap,dance,techno [Atena /Rock Serwis] **Encyklopedia muzyki popularnej-lata 70-te [Atena /Rock Serwis]
***Encyklopedia muzyki popularnej-lata 60-te [Atena /Rock Serwis] ****Rock encyklopedia [W.Weiss][Iskry] *****Wielka Rock encyklopedia [W.Weiss][Iskry] ******Rock encyklopedia 2 [W.Weiss][Iskry]
*******Encyklopedia muzyki popularnej-heavy metal [Atena /Rock Serwis] ********Encyklopedia muzyki popularnej-blues [Atena /Rock Serwis]
lub zagraniczne:
*Top pop singles Billboard 1955-2002 [Joel Whitburn] **Top pop albums Billboard 1955-2001 [Joel Joel Whitburn]
***The great rock discography [Martin C.Strong] ****The complete book of British Charts-singles and albums [Neil Warwick] *****The essential British price guide 1950-1960 [Paul Pelletier] ******Billboard Pop Hits Singles & Albums 1940-1954 [Joel Whitburn] *******
Bubbling under.The Billboard Hot 100 1959-2004 [Joel Whitburn] *******
Pop memories 1890-1954 [Joel Whitburn]
Coś z salonu.24
autor:
seawolf
Marzanna, czyli topienie Donalda
W niektórych krajach, także u nas, do niedawna, topi się Marzannę, ostatnio jednak narodziła się zupełnie nowa świecka tradycja topienia Donalda. Konkretnie to zagadkowy Klich, Edmund Klich to zapoczątkował. Klich to w ogóle postać na kilka książek, ze dwa filmy i solidny akt oskarżenia. Nadzieja polskiej literatury i orzecznictwa jednocześnie. Edmund Klich pojawił się na scenie dość niespodziewanie, początki te giną w mrokach niepamięci. Niepamięci Klicha, przede wszystkim, bo do dzisiaj nie potrafi dojść ze swoją pamięcią do ładu, raz wiceszef MAK Morozow wzywa go telefonicznie z domu, raz zastaje go już w drodze, w samochodzie, wiedzionego intuicją, że to już. W obu wersjach jednak jest to Morozow, który dzwoni. Telefon jest z Rosji. I chyba nie ostatni, bo to, co się działo potem jest naprawdę zadziwiające.
To, zresztą charakterystyczne dla niego, kariera rejestratora lotu, czy w ogóle rejestratora czegokolwiek jest dla niego zamknięta, bo przy każdym odtworzeniu podaje inną wersję, podobnie będzie potem z kolejnymi wersjami, co też Klich na własne uszy słyszy, zawsze, co innego. Od samego początku Klich reprezentuje rosyjski punkt widzenia. Podsuwa Tuskowi, który w ogóle nie rozumie, jak to Tusk ( pyta Grasia, ten oczywiście rozumie jeszcze mniej), o co chodzi i jakie jest znaczenie tej decyzji, konwencję chicagowską, która nijak nie pasuje do katastrofy, jako, że wyraźnie jest w niej napisane, że dotyczy katastrof cywilnych, co potem będzie miało taki skutek, że nikt nie ma żadnej podstawy, by podważać, czy w ogóle się w jakikolwiek sposób odnosić do raportu komisji Burdenki 2, czyli MAK.
Działania Klicha, jako akredytowanego to zdumiewająco logiczne pasmo wypowiedzi, decyzji, które mają jedno wspólne. Działają na korzyść Rosji, jej wersji. To on wrzuca opinii publicznej kolejne historyjki o naciskach, o generale Błasiku, o brzozie, co to w nią walnęło i urwało. Robi wszystko, by zostać jedynym akredytowanym, bez którego inni polscy śledczy nie mają prawa działać, po czym wyjeżdża. By wypełnić PIT. Eksperci zostają sami, bez prawa do udziału w czymkolwiek. Potem ta historia z podsłuchem ministra Klicha, ten tajemniczy facet, któremu Klich mówi, że musi być tak, jak oni chcą, jakiś wywiad, nie wiadomo, polski, niepolski, w każdym razie sprawa niemile pachnie, a Edmund Klich nie wychodzi tu przesadnie wiarygodnie, używanego samochodu od niego bym nie kupił.
Piszę to po to, by było jasne, co myślę o Edmundzie Klichu i gdzie jest jego miejsce- tam, gdzie pozostałych uczestników tej intrygi. Tym niemniej, wyrzucony za burtę pirogi ku uciesze piranii i aligatorów, czy według wersji krajowej, wykopany z sań w mroźna noc, by powstrzymać watahę wilków, Klich postanowił pociągnąć za sobą większe grono. Najwyraźniej ktoś postanowił odstrzelić Donalda Tuska, bo to, co mówi skruszony Klich obciąża go, jak tona smoleńskiego błota. I bardzo dobrze, właśnie tak, poprzez kłótnię w mafijnej rodzinie możemy się czegokolwiek dowiedzieć, nie inaczej przecież było z afera Michnika- Rywina, gdyby się nie pokłócili, to guzik byśmy do dzisiaj o tym wiedzieli.
I oto Klich zaczyna mówić rzeczy, które muszą zainteresować prokuraturę. No, po prostu nie będzie można tego zignorować. Hmmm, po namyśle zmieniam to zdanie, oczywiście można, jak najbardziej można będzie to zignorować, ale ze świadomością, że mleko się rozlało i prędzej, czy później nie ten prokurator, to inny, następny, nad sprawą się pochyli.
Największym błędem Polski był brak wsparcia grupy działającej w Moskwie przez rząd w Polsce (
) Premier Tusk na drugim spotkaniu powiedział mi: Myśmy na początku zapomnieli o Smoleńsku. Rząd skupił się na tragedii, na uroczystościach. Niektóre sprawy być może przegraliśmy, przy lepszym wsparciu ze strony rządu, moglibyśmy dostać więcej informacji-mówi Edmund Klich. Od dawna to piszę. Zapomnieli o Smoleńsku! Gdy Komorowski mówi o tym, że państwo zdało egzamin, ma na myśli to, że sprawnie urządziło pogrzeby. On naprawdę to ma na myśli. Tyle roboty z tymi pogrzebami! Pomyliło mu się państwo z zakładem pogrzebowym.
Nie otrzymywaliśmy dokumentów, nie nagłaśniano tego, że Rosjanie łamią załącznik trzynasty. Nie było wsparcia, były wręcz naciski, kiedy chciałem wyjechać z Moskwy, bo pozostawiony bez tłumacza, wiedziałem już, że nic nie mogę zrobić- mówi o swojej pracy w Rosji Edmund Klich.
Nie wiem, dlaczego milczą- mówi o komisji Millera. Nie wierzę w dwa wybuchy na pokładzie tupolewa, ale to powinna wykluczyć komisja Millera. To oni pracowali przez wiele miesięcy nad tym materiałem. Nie wiem, dlaczego milczą. Zwłaszcza dziś, kiedy coraz większą rolę zaczynają odgrywać teorie spiskowe. Tu jest sedno sprawy. Klich nie wierzy. To, co głosi Sekta Pancernej Brzozy to kwestia wiary i niewiary, przekonań i poglądów politycznych, a nie wiedzy i faktów. Naukowe dowody i komputerowe symulacje Zespołu Macierewicza, wreszcie logika i znajomość praw fizyki są tu nieistotne. Wiara, to wiara. Miller nie odpowiada, bo i co ma, nieszczęsny odpowiedzieć. Byłby samurajem, to by popełnił seppuku, ale nie jest. Nawet w nadęty policzek sobie nie strzeli, jak ten klown z prokuratury. Może jedynie podśmiechujki urządzać, że oto, muahahaha, Macierewicz fantazjuje i że muahaha bomba helowa. Nikt, żaden naukowiec nie podważył ustaleń naukowców pracujących dla Macierewicza i to jest fakt, który może się podobać, albo nie, ale trzeba przyjąć do wiadomości, jest właśnie faktem. Sekciarze się poddali i uciekli w drwiny i głupawe uśmieszki. Patrzą jedynie niepewnie, czy publiczność dalej kupuje ograne dowcipasy o kaczorach.
Specjaliści Macierewicza mówią o wstrząsach, a wstrząsy zamienia się na wybuchy - mówi o pracach komisji Macierewicza. W rejestratorach są zapisy wstrząsów, ale to uderzenia o drzewa a nie wybuchy- twierdzi Klich. To już nie jest Pancerna Brzoza ścinająca skrzydło, tu wkraczamy w sferę magii, drzew nadających 80 tonowemu samolotowi przyspieszenia w kierunku ziemi, zapewne drzewo ucapiło samolot konarami i próbowało ściągnąć. Mogło tak być. Niedobra brzoza, niedobra! Co prawda, i Anodina i Miller z jakiś przyczyn zapisy wstrząsów po prostu ukryli i zignorowali w raporcie. I słusznie, po co jątrzyć i mieszać ludziom w głowach.
Nie sprawdzaliśmy wersji zamachu - przyznaje Klich. Patrząc na to, co w tej chwili się dzieje, uważam, że to powinno było zostać zbadane- dodaje.
No, co Pan powie, panie Klich, już po dwóch latach doszedł Pan do wniosku, że warto było zbadać wszystkie możliwe wersje, lepiej późno, niż wcale. Nie za szybko? Poczekaj Pan jeszcze z parę lat, niech to przekonanie dojrzeje, niczym wino.
Tendencja była taka, żeby pokazać, że to piloci zawinili. Od początku mojej pracy, jako akredytowanego przy komisji MAK, miałem wrażenie, że ze strony polskiej jest tendencja, żeby pokazać, że to piloci są winni katastrofy. Nie wiem, czyja to była koncepcja, ale ja nie chciałem obciążania winą pilotów- wspomina. Wszystko się zgadza, wraca sprawa słynnego smsa Tuska, czy Grasia do wiernych sekciarzy o tym, że piloci zeszli za nisko, pozostaje wyjaśnić, kto ich do tego skłonił. Rozbawienie wywołują zaprzeczenia Klicha, zapewne, dlatego wrzucał opinii publicznej kolejne kłamstwa o generale Błasiku, wymyślał kolejne osoby i zdania, które na własne uszy słyszał. No i wreszcie sformułował kanon wiary Sekty Pancernej Brzozy: jak walnęło, to urwało. To najważniejszy naukowy dowód wersji rosyjsko- rządowej. Niczego mądrzejszego, ani bardziej naukowego ani Anodina, ani Miller, ani Jaś Flanelka, czy debeściak Artymowicz nie sformułowali. O mendach internetowych nie wspominam, bo i nie ma, o czym.
Skoro już o Flanelce, to bardzo ciekawie o nim pisze Karnowski wPolityce. Facet po trzydziestce, bez prawdziwego zawodu, snujący się po Sejmie i udający dziennikarza, ale niezdolny do zarobienia w ten sposób na życie, uczący się rosyjskiego w ambasadzie Rosji, otrzymuje od Rosji materiały komisji MAK, powtarza ich wersję, staje się ich tubą na Polskę, wydaje książkę
.
seawolf
[http://wpolityce.pl]
***
Gwoli wyjaśnienia pewnych nieporozumień,docierających głównie do mnie w mailach od szanownych gości tej witryny
jest ona redagowana jednoosobowo przez niżej podpisanego i ma charakter jak najbardziej niekomercyjny ,a wręcz amatorski,nie roszcząc sobie żadnego splendoru.
Stąd proszę o sygnalizowanie ewentualnych błędów i niedoróbek,a także uzupełnień haseł.
Chętnie zamieszczę autorskie artykuły moich gości ,bądż ciekawe linki.
Gdyby ktoś zechciał współpracować przy redagowaniu tej strony,to serdecznie zapraszam.
Nie ukrywam ,że korzystam [co zaznaczam] z obcych żródeł,bo uważam,że dobra intelektualne powinny w celach niekomercyjnych rozpowszechniane,niezależnie od opinii fundamentalistycznych speców od praw autorskich.[Czy myślicie ,że te wszystkie encyklopedie muzyczne [skądinąd bardzo dobre-patrz W.Weiss] i tym podobne publikacje nie opierają się na wtórnym materiale,często wprost skanowane z innych żródeł a póżniej tylko kompilowane].
|